Rowerami – Włoszczowa – Radom dzień 1-2

10-14-07-2013, Włoszczowa – Przedbórz – Radoszyce – Końskie – Przysucha – Szydłowiec – Radom

Dzień 1 Włoszczowa – Przedbórz

Dojechaliśmy do Włoszczowy pociągiem, bezpośrednio z Gliwic, w ciągu dwóch godzin. Z rowerami nie mieliśmy w pociągu problemów – mieli je inni podróżni bo zablokowaliśmy jedno wejście, na szczęście na końcu składu, więc problem nie był nie do pokonania.

IMG_2406emWłoszczowa Północ

W Włoszczowie rozpoczęliśmy jazdę z dworca w kierunku centrum – obejrzeliśmy kościół pw. Wniebowzięcia NMP i próbowaliśmy zobaczyć ruiny zamku. Z prób tych wiele nie wynikło – nie było nawet ruin.

IMG_2407emKościół pw. Wniebowzięcia NMP w Włoszczowej

Jechaliśmy dalej – jeszcze przez parę kilometrów – asfaltową boczną uliczką, żeby potem wpaść w pułapkę Polski Centralnej – piaszczystych, bardzo niewygodnych do jazdy rowerem dróg leśnych. Jedyne drogi o lepszej nawierzchni przecinaliśmy w poprzek. Dodatkową atrakcję stanowiły komary. Jak się człowiek zatrzymał to od razu można się było zacząć okładać rękami i zabijać krwiożercze potwory. I tak było aż do Woli Świdzińskiej, gdzie w stronę Oleszna prowadził bardzo przyjemny, równy, asfaltowy zjazd. W Olesznie wypoczynek w cieniu przykościelnych drzew, sklepik z lodami, odnowienie zapasów wody i zwiedzenie opuszczonego (i zapuszczonego) dworku.

IMG_2416emOdpoczynek wewnątrz przykościelnych murów w Olesznie

IMG_2423emDworek w Olesznie

Stamtąd wzdłuż Centralnej Magistrali Kolejowej podążyliśmy na północ, a po oderwaniu się od niej na północny zachód przez pomniejsze miejscowości (z których każda miała kościół) dojechaliśmy do Starej Wsi, gdzie większe część grupy zwiedzała jakieś japońskie domki. Ja na szczęście pilnowałem rowerów. Niestety dalszą drogę znowu tworzył piasek. Po paru kilometrach piachu wreszcie pojawił się pod kołami upragniony asfalt. Na horyzoncie od jakiegoś czasu pojawiał się punkt orientacyjny w postaci przekaźnika RTV pod Jeżowcem.

IMG_2430emPrzekaźnik RTV

W pewnym momencie znaleźliśmy się całkiem blisko niego. W tym samym miejscu po przeciwnej stronie drogi znajduje się Rezerwat przyrody Murawy Dobromierskie chroniący murawy i zarośla kserotermiczne (czyli ciepło- i sucholubne). Dalej po przyjemnej asfaltowej nawierzchni dojechaliśmy do Przedborza, gdzie czekały na nas kolacja i wypoczynek przed kolejnym dniem.

Dzień 2 Przedbórz – Radoszyce – Końskie – Morzywół 

Z Przedborza wyjechaliśmy na wschód, podążając przez wioski i wioseczki (a w każdej z nich był kościół), przyjemnymi drogami o bardzo małym natężeniu ruchu, dotarliśmy do Radoszyc. Stamtąd wykręciliśmy w stronę północną, by w pewnym momencie przekroczyć DK 74 i zobaczyć, że dalsza droga jest w remoncie. Roboty były na szczęście tak daleko posunięte, że był już rozścielony asfalt i jechało się rewelacyjnie – równiutka nawierzchnia, zupełny brak samochodów. W tych przyjemnych okolicznościach przyrody (i budownictwa drogowego) dotarliśmy do Sielpi Wielkiej (z nowo wybudowaną imponującą kładka dla pieszych).

IMG_2449em

Kładka dla pieszych w Sielpi Wielkiej

W Sielpi zwiedziliśmy Muzeum Zagłębia Staropolskiego, które mieści się w dawnych zabudowaniach walcowni stali, a znajdują się w nim przeróżne maszyny, urządzenia (jest nawet pompa z browarów w Żywcu) i zabytkowe żeliwne odlewy: pomp miejskich, dekli do studzienek a nawet kompletne żeliwne schody spiralne.

IMG_2450emFragment murów zabudowań zakładów żelaznych

IMG_2457em

Fragment żeliwnych, spiralnych schodów

Ciekawym elementem muzeum jest posadzka – w większej części wykonana z płyt stalowych „w czynie społecznym” przez wiele hut z terenu całej Polski (w tym hutę Łabędy). Po zwiedzaniu udaliśmy się kawałek dalej do ośrodka wypoczynkowego zjeść obiad. Po pewnych problemach z piecem do pizzy zjedliśmy w końcu obiad bardziej tradycyjny ale za to z atrakcyjna zniżką. Do Końskich dotarliśmy (a jakże!) z przygodami w postaci odcinków z ruchem wahadłowym, gdzie niektórym kierowcom niezbyt się podobało, że na rowerze jedzie się wolniej i nie zawsze uda się zdążyć przejechać „na zielonym”… no ale cóż… to był ich problem. W Końskich był (oczywiście) kościół. Spaliśmy 7 kilometrów dalej w lasku, nad rzeczką pod namiotami, w pobliżu miejscowości Morzywół. Komary to się tam chyba zleciały z całego województwa.

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj

Poniższa mapka ma charakter poglądowy – nie wszystkie szczegóły są odwzorowane dokładnie.

Reklamy

Informacje o Jasiek Pizoń

włóczykij, powsinoga, obieżyświat, entuzjasta dobrego wina i domowego chleba, zafascynowany górami, nietkniętą przez człowieka przyrodą i fotografią przewodnik beskidzki, członek Studenckiego Koła Przewodników Górskich “Harnasie” z Gliwic od 2010r. nie całkiem normalny.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografia, Relacje z wyjazdów, Rower i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Rowerami – Włoszczowa – Radom dzień 1-2

  1. nobody pisze:

    Ta sławetna Włoszczowa!.;)
    „Moje” tereny zjechaliście na dwukółkach. Piękna trasa. 🙂

  2. nobody pisze:

    P.S. Walcownia o której wspominasz, to kolejny zabytek zakładów Zagłębia Przemysłowego tzw. „Szlaku Staszicowskiego”.
    http://www.muzeumstarachowice.pl/szlak_zabytkow.php

  3. dorotanna pisze:

    Z kolei „japońskie domki” w Starej Wsi to ośrodek karateków (wiem, bo moja z pozoru eteryczno-blond córka trenuje karate i była tam rok temu) więc chyba lepiej trzymać się od nich z daleka 😉 Ciekawa wyprawa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s