Rowerami – Włoszczowa – Radom dzień 3-5

10-14-07-2013, Włoszczowa – Przedbórz – Radoszyce – Końskie – Przysucha – Szydłowiec – Radom

Dzień 3 Morzywół – Przysucha – Szydłowiec

Dzień trzeci zaczął się od szybkiego składania namiotów, pakowania maneli do sakw, zjedzenia połowy arbuza za pomocą łyżek i wyjazdu w trasę. Śniadanie zjedliśmy na ryneczku w Gowarczowie. Po śniadaniu pojechaliśmy dalej przez Korytków i Kurzacze. Droga między Kurzaczami a Przysuchą najpierw ładna i asfaltowa zmieniła się dość szybko w trudną i przykrą drogę gruntową (a w dużej części piaszczystą). Co ciekawe droga ta ma (przynajmniej według miejscowego woźnicy) status drogi powiatowej. No cóż jaki powiat takie drogi. Jedyną pociechą było to, że prowadziła przez las. I w tym właśnie lesie dopadł nas pierwszy deszcz – krótka ale mocna ulewa, przeczekana pod drzewami. Tuż przed Przysuchą w lesie jeszcze spotkaliśmy wiatę pod którą spożyliśmy drugie śniadanie, a kawałek dalej maszt przekaźnikowy o wysokości ponad 200 metrów.

IMG_2463em

Maszt w pobliżu Przysuchy

Tam też koledze pękła dętka (nasz przewodnik zatroskany zapytał potem „jak to jest kiedy w trakcie pęka guma?”). Długi zjazd doprowadził nas do Przysuchy, gdzie zwiedziliśmy (tak! zgadliście!) kościół, stary i zrośnięty cmentarz żydowski i muzeum im O. Kolberga. Z Przysuchy jechaliśmy już jak najszybciej w stronę Szydłowca, żeby zdążyć przed deszczem (jak się łatwo domyślić – nie zdążyliśmy). Na miejscu jednak się wysuszyliśmy i udaliśmy się na spoczynek.

IMG_2483emMapa sporządzona przez ojca Oskara Kolberga

IMG_2484em

Stroje ludowe w muzeum

IMG_2488emObrazek przedstawiający O. Kolberga podczas zbierania materiałów etnograficznych

IMG_2489em

Skrzypce

Dzień 4 Szydłowiec – Muzeum Wsi Radomskiej – Radom

W Szydłowcu zjedliśmy śniadanie w cukierni. Weszliśmy na wieżę ratuszową, z której widok był nieszczególny, zwiedziliśmy kościół i pojechaliśmy prosto na północ.

IMG_2503em

Ratusz w Szydłowcu

IMG_2522em

Kościół – widok z wieży ratuszowej.

Jechaliśmy przez wioski i wśród pól, trochę lasami, trochę po piachu, trochę asfaltem. Przejechaliśmy przez teren obozowiska harcerskiego, przekroczyliśmy rzeczkę Szabasówkę po ładnym drewnianym mostku, minęliśmy parę przydrożnych kapliczek i dojechaliśmy do Orońska, gdzie zwiedziliśmy pałacyk Józefa Brandta i okoliczny park.

IMG_2532em

Przydrożna kapliczka w pobliżu Łazisk

IMG_2527emRzeczka Szabasówka

Po przekroczeniu DK 7 znów przez wioski i wioseczki dojechaliśmy do Muzeum Wsi Radomskiej – skansenu położonego na ogromnym terenie, w pięknym otoczeniu – rzeczki, stawu i lasów. W skansenie można zobaczyć zabudowania zarówno wiejskie jak i dworskie występujące niegdyś na tych terenach. Tak więc widzieliśmy liczne drewniane chałupy kryte strzechą, starą olejarnię, kuźnię, dworek szlachecki, zagrodę z żywym inwentarzem, młyny wodne i wiatraki. Przy dworku jest również ekspozycja pokazująca ule pszczele w najróżniejszych kształtach. Niewątpliwie jedną z większych atrakcji skansenu jest muzeum maszyn rolniczych, gdzie można zobaczyć nie tylko sprzęt sprzed wielu, wielu lat ale również w miarę współczesne (od lat 70tych XX wieku) SAM-y czyli pojazdy i maszyny rolnicze wytwarzane przez samych rolników – ciągniki, motocykle z przyczepkami czy najróżniej poprzerabiane pojazdy produkowane seryjnie.

IMG_2596emMuzeum maszyn rolniczych

W skansenie spędziliśmy ponad dwie i pół godziny a i tak było nam mało. Zdjęcia ze skansenu tutaj. W samym Radomiu zjedliśmy kolację i zanocowaliśmy w przyjaznym domu. Dosłownie 50 metrów od knajpy pękła kolejna dętka (moja)

Dzień 5 Radom

Ostatni dzień był już prawie bez rowerów – zwiedziliśmy kawałek Radomia – w tym Rynek pusty jak nie wiem co, główną ulicę (wraz z kościołem) i Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Jego twórczości entuzjastą nie jestem, ale, za to, w tym obiekcie była również ekspozycja dotycząca przyrody – co już pochłonęło mnie bez reszty.

IMG_2624emBudynek Archiwum Państwowego przy radomskim rynku

IMG_2628em

Pan w parku

Reasumując:
Wpadliśmy w pułapkę leśnych piaszczystych dróg. Przez te leśne odcinki dokuczały nam komary. Przebiliśmy 2 dętki. Mięliśmy kontuzje kolan, nadgarstków i innych części ciała. Dotknął nas ból ud i nadudzi (potocznie nazywanych pupami). Zmęczyliśmy się porządnie. Dokuczał nam upał a gdy on zelżał zlało nas do ostatniej nitki. Zwiedziliśmy masę kościołów.

Ale i tak było fajnie.
 

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj

Poniższa mapka ma charakter poglądowy – nie wszystkie szczegóły są odwzorowane dokładnie.

Reklamy

Informacje o Jasiek Pizoń

włóczykij, powsinoga, obieżyświat, entuzjasta dobrego wina i domowego chleba, zafascynowany górami, nietkniętą przez człowieka przyrodą i fotografią przewodnik beskidzki, członek Studenckiego Koła Przewodników Górskich “Harnasie” z Gliwic od 2010r. nie całkiem normalny.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotografia, Relacje z wyjazdów, Rower i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s